Czasami mówi się, że pech chodzi za kimś jak cień. Nie wiadomo z jakiego powodu ciąży nad nami jakieś fatum, które sprawia, że czujemy się inni, podczas kiedy reszta korzysta z uroków życia. Często wręcz próbujemy grać kogoś innego, by oszukać nasz pech, ale na próżno. Nie warto jednak tak czynić, bo wpływamy na nasz charakter – i zatracamy własną indywidualność w kompleksach. Wiemy, że problem jest w nas samych, ale również problemem jest to, że nie wiemy gdzie mimo to szukać źródła problemu.

Ów problem, co może wydawać się zaskakujące, ale tylko pozornie, są nasze geny a dokładnie MHC, czyli główny układ zgodności tkankowej. Osoby posiadają zróżnicowane MHC mają większe szczęście do związków, bowiem natura tak nas stworzyła, by unikać osoby o podobnym MHC i dzięki temu unikamy wad genetycznych i chorób, które mogą mieć miejsce w przypadku kazirodztwa. Nie jest tak, że możemy nie czuć popędu osób spokrewnionych, ale wybór osoby ze zróżnicowanym MHC uchroni nas przed niechcianymi skutkami. Posiadamy czujniki, które informują nas czy dana osoba jest atrakcyjna. Za sprawą zapachu głównie i ośrodka węchu mającego miejsce w okolicy nosa. Wciąż jednak, sprawa nie jest prosta.

Mówi się, że podróże zmieniają ludzi. Dlatego, że zmieniamy wtedy otoczenia i prawdopodobieństwo znalezienia właściwej osoby zwiększa się. Zabawny nieco jest fakt, że ludzie lubią pechowców, bo przy porównaniach wydaje się, że to jesteśmy szczęśliwcami a też łatwiej poklepać pechowca po plecach niż gratulować życia wiecznemu szczęśliwcowi. Niektórzy nawet uważają, że dzięki współczuciu do innych zbieramy punkty do karmy.

Pomimo biologicznych zależności trzeba też brać wziąć pod uwagę fakt, że natura naszego pecha zależy również od podejścia do życia. Pesymiści utrudniają sobie sprawę widzą wyłącznie negatywy. Sprawdzają na siebie dodatkowe nieszczęście, bo programują podświadomość na uwstecznianie. Każdy kto uważa się za ofiarę losu, staje się nią w końcu. Optymista zrobi wszystko, by pokonać problem, nawet jeśli zdaje się być „urodzonym pechowcem”. Taka osoba obraca swoje wady w zalety i dzięki temu uczy się z nimi żyć i traktować jako część siebie. Popełnianie błędów leży w domenie mistrzów, bo dzięki temu wiedzą jak czegoś nie robić. A to wielka cecha. Tacy potrafią walczyć z błędami w przepływie energii – potrafią unosić się na ich niestabilnych falach.

O ile nie możemy przekonać kogoś do miłości, możemy kogoś takiego przyciągnąć do siebie. Nie ma sensu przejmować się własnym pechem. Należy zwrócić uwagę na to, co się do niego przyczynia – nasze działania, nasze zachowania, nasza mentalność. To, czego nie rozumiemy zwykle nie widzimy nie potrafimy rozwiązać, ani pominąć. Zdaje się więc, że wszystko robimy dobrze, bo nie widzimy popełnianych przez siebie błędów. Podobnie działa samospełniające się proroctwo. Powtarzając nawet największą bzdurę, jesteśmy w stanie w nią uwierzyć i ściągać na siebie pecha. I dlatego właśnie pech nie chodzi za nami. On jest w nas samych. To my jesteśmy bezpośrednią jego przyczyną. Nasza karma jest taka jak nasze czyny. Robimy coś źle i zostajemy za to odpowiednio „nagrodzeni”. Działa ona na bieżącą, co tym bardziej przemawia za tym, że to my sami jesteśmy sobie winny niepowodzeniom. Dlatego musimy uwierzyć w swoje możliwości

Pech może być również negatywną energią rzuconą w postaci klątwy na naszą osobę. Stawia ona blokadę energetyczną uniemożliwiającą nam określone działania. W przypadku słabych klątw wystarczą pozytywne wibracje przyciągnięte kadzidłami, piramidki z kolorowych kamieni (w przypadku miłości używamy kwarcu różowego), Feng-shui czy rozmową z Aniołami. Jeśli sytuacja jest gorsza konieczne są rytuały oczyszczania – potrzebujemy wtedy znawcy i odpowiedniego przygotowania.

Należy być optymistą. Pokochać samego siebie. Uwierzyć, że ma się zdolność do pokonywania własnych słabości. Należy spojrzeć na siebie krytycznie, ale z szacunkiem do własnej osoby, bowiem wtedy nauczymy się uczyć na własnych błędach i zauważać to, czego wcześniej nie dostrzegaliśmy i określaliśmy mianem pecha. Każdy, kto w życiu zaznał szczęścia powie, że kocha sam siebie, bo jego natura ściągnęła równie dobrych i szczęśliwych ludzi. Uśmiechając się przyciągamy dobrą karmę i emanujemy pozytywną energią, którą wpierw wykorzystujemy na własny użytek i inwestycję we własne „ja” a potem kierujemy ją na innych i w ten sposób trafiamy na osoby, które nas pokochają i dadzą nam szczęście, a więc staną się naturalnym przedłużeniem naszego własnego szczęścia.